Kawowe legendy, czyli jak w Pacanowie kozy kawę jadły…

 koza i kawaZapewne, gdyby kawa pochodziła z Polski, ta historia rozpoczynałaby się właśnie w taki sposób, jednakże kawa ma swoje początki nie u wybrzeży Morza Bałtyckiego, a nad Morzem Czerwonym.

Słowo „kawa” (angielskie: „coffee”) pochodzi prawdopodobnie od nazwy prowincji Kaffa w Etiopii. Nazwę wyprowadza się również od arabskiego słowa kahwa, co oznacza „usuwający zmęczenie”.

O odkryciu kawy można przeczytać wiele legend. Jedna z najbardziej popularnych brzmi mniej więcej tak:

Dawno, dawno temu na Półwyspie Arabskim (lub w Etiopii, jeżeli historię opowiada Etiopczyk), żył pasterz kóz o imieniu Kaldi, który odkrył pobudzające i orzeźwiające działanie kawy patrząc na swoje kozy, które po zjedzeniu czerwonych owoców z pobliskiego drzewa zaczęły tańczyć. Pasterz spróbował sam czerwonych owoców. Stwierdził, że zniknęło zmęczenie, a on sam również nabrał ochoty na taniec. Myśląc, że to cud udał się do najbliższego klasztoru i opowiedział całą historię Imamowi.

Imam po wysłuchaniu historii uznał, że takie działanie owoców musi być dziełem szatana i wrzucił przyniesione przez pasterza owoce do ognia. Po chwili jednak, gdy owoce zaczęły się palić, pokój wypełnił się przyjemnym aromatem. Uczony Imam rozpoczął eksgperymenty z cudownymi ziarnami, krusząc je i zalewając gorącą wodą, doprowadził do zaparzenia kawy i powstania napoju. Imam podzielił się następnie napojem ze swoimi towarzyszami i od tej chwili, żaden mnich nie zasypiał już podczas porannej modlitwy. Kawa zaczęła rozprzestrzeniać się pomiędzy zakonami.

Dla polskiego czytelnika z etiopskich/arabskich legend płynie jeden wniosek: Koziołek Matołek musiał mieć wśród swych przodków kozy Kaldiego, bo jak inaczej wytłumaczyć jego niebywałą energię i ochotę do podróżowania…